Globalizacja i otwarcie granic może być niekiedy problematyczne dla polskich biznesmenów. I nie mam na myśli tego, iż na rynku pojawi się silna rywalizacja z zagranicy. Idzie mi o nazewnictwo. Prawdopodobne jest to, iż okaże się, że nazwa konkretnej firmy jest obecne w paru państwach i w momencie, gdy przedsiębiorstwa te podkreślają swoją obecność na tych rynkach, rodzi się wizerunkowe zamieszanie. Konkretna sytuacja? Proszę bardzo: firma Atmos. Istnieją dwa odrębne przedsiębiorstwa o identycznej nazwie. Jedno jest czeskie, kolejne w Polsce, ale oba działają w dzisiejszych czasach w naszej gospodarce. Działający w Republice Czeskiej Atmos to firma zajmująca się wytwarzaniem kotłów na paliwa stałe. Są jednym z największych producentów na Starym Kontynencie kotłów, eksportują swoje wyroby do mnóstwa krajów europejskich, nie tylko tych będących członkami UE, ale także do krajów będących poza Unią Europejską. Nie zwracając uwagi na wysoki poziom postępu technologicznego, zachowują formułę firmy rodzinnej. Krajowy Atmos jest z kolei jednym z największych importerów oraz sprzedawców narzędzi do przyrządów wysokociśnieniowych na krajowym rynku. Zbierają zamówienia również z państw sąsiadujących, wśród nich z Republiki Czeskiej. Nie trudno sobie wyobrazić zagubienie potencjalnego klienta, który poszukując turbiny ssącej do odkurzacza, oraz posiadając dane kontaktowe na bardzo dobrego dystrybutora tego typu sprzętu, dostaje się na stronę producenta kotłów gazujących zasilanych węglem i drewnem. W tym przypadku nasz prawdopodobny zamawiający bezspornie zaniecha w korzystaniu z oferty przedsiębiorstwa Atmos oraz wybierze drugą firmę o takim samym asortymencie. Tej kategorii zagubienie i utrata kupujących może, przy współczesnym rynku, spotkać wielu właścicieli form. Będą zmuszeni podjąć konkretne działania, aby się przed tym uchronić…